Mariusz Niedziółka

fot. Karol Synowiec / jeziorakilawa.pl

Po meczu z Jeziorakiem Iława rozmawialiśmy z trenerem Mariuszem Niedziółką.


Już w tygodniu wiedzieliśmy, że będzie ciężko i to się potwierdziło.

Nie zwalałbym tutaj winy na absencję i kłopoty zdrowotne zawodników. Źle weszliśmy w mecz, trochę byliśmy zaskoczeni poziomem gry Jezioraka, a nie powinniśmy, bo wiedzieliśmy jak grają i czego mamy się spodziewać. Okazało się, że w głowach zawodników to nie funkcjonowało, tak jak powinno. Byliśmy spóźnieni, byliśmy za daleko przeciwników. Jeziorak z dużą łatwością dochodził do sytuacji. O pierwszej połowie możemy powiedzieć, że przegrywaliśmy tylko 0:2. Druga połowa zupełnie inna, mieliśmy swoje sytuację. Mogliśmy nawiązać kontakt, zabrakło precyzji i wykończenia. Chwała Adrianowi, że cały czas dobrze spisywał się w bramce i wybronił nam sytuacje, dzięki czemu cały czas mogliśmy utrzymać się w meczu. Szkoda, że przynajmniej nie strzeliliśmy jednej bramki, to zawsze by nas napędziło i dało szansę na rywalizację. Jeziorak był silniejszy, wygrał zasłużenie. Chłopaki walczyli, trudno im cokolwiek w tej kwestii zarzucić. Zabrakło pewnych umiejętności, które miał Jeziorak i dzięki czemu wygrał zasłużenie. Nie ma co zwieszać głów, będziemy ciężko pracowali, żeby w następnych spotkaniach prezentować się lepiej.


W moim odczuciu Jeziorak zdominował nas mocno w środku pola i to było kluczowe w tym spotkaniu.

Byliśmy zaskoczeni tym, że… ktoś nas atakuje. W innych spotkaniach, nawet tych przegranych, mieliśmy więcej miejsca na boisku. Tutaj trzeba było podejmować inne decyzje, a nie zabierać się z piłką, grać na siłę do środka. Mamy swoje sposoby, żeby tego uniknąć, w drugiej połowie momentami już to robiliśmy poprawnie i tych strat było mniej. Jest to nauczka na przyszłość.


Jeziorak to na razie najlepsza drużyna, z którą dotychczas graliśmy?

Trudno to ocenić. Jest grupa drużyn silnych – Jeziorak, Concordia. Jednak o iławianach można powiedzieć, że wszystko tam fajnie funkcjonuje. Piłkarsko to poukładany zespół. Praca wcześniej trenera Figurskiego, teraz Tarnowskiego, powoduje, że dobrze wyglądają.

fot. Aleksandra Miecznikowska

Spotkanie w Lidzbarku Warmińskim podsumowaliśmy z trenerem Mariuszem Niedziółką.


Czy byliśmy gorsi w tym meczu, to trudno powiedzieć. Ale po raz kolejny źle wchodzimy w spotkanie i po raz kolejny ma to konsekwencję w postaci porażki.

Chłopaki od początku się nakręcali, chcieli dobrze wejść w spotkanie, ale niestety pierwsze pięć minut wyglądało dramatycznie. Sami prosiliśmy się o tę bramkę, staliśmy pasywnie w polu karnym, gospodarze na nas mocno ruszyli. Właściwie zrobili, to co chcieli – strzelili bramkę. Później przez 80 minut atakowaliśmy, prowadziliśmy grę, mieliśmy swoje sytuacje. Ale rywale się mądrze bronili i osiągnęli swój cel. Nie byliśmy gorsi w tym meczu, ale wynik jest taki, a nie inny, dla nas bardzo niekorzystny. Już wcześniej to mówiłem, że takie spotkania będą się zdarzały, w których będziemy lepsi na boisku, ale nie będziemy wygrywać i punktować. Uważam, że mamy duże rezerwy w grze z przodu. Porażki uczą i musimy wyciągnąć z tego dobre wnioski – że jeszcze trzeba dołożyć te 10-20% w dokładności, skuteczności, szybkości i zaangażowania. W Lidzbarku zabrakło tych szczegółów i to zdecydowało, że tych bramek nie strzeliliśmy i to gospodarze cieszą się z trzech punktów.


Zdecydowanie za mało było z naszej strony celnych strzałów na bramkę. Z czego to wynikało? Z dobrej gry defensywnej Polonii czy braku jakości z ofensywie z naszej strony?

Jak zwykle prawda leży po środku. Trzeba jednak przyznać, że mieliśmy takie sytuacje, które można było zamienić na strzał na bramkę. Dać się wykazać bramkarzowi rywali. Jednak nie daliśmy mu za wiele szans na pokazanie swoich umiejętności. Pracujemy nad dokładnością i skutecznością strzałów. Jednak wiadomo, że jak przychodzą warunki meczowe, stres, to wygląda to inaczej. Jest trudniej i to było widać.


Gramy w tej kampanii strasznie w kratkę. Analizował sobie trener dlaczego tak jest?

Na razie nie ma co robić wielkich analiz. Za nami sześć kolejek, sezon się rozpędza. Nie jesteśmy w tym momencie zadowoleni, trzy mecze przegrane po sześciu kolejkach. Wiedzieliśmy, że liga będzie mocna i wyrównana. Nie przegrywamy z przypadkowymi zespołami. Brakuje nam płynności w grze ofensywnej, mamy tu duże rezerwy. Prowadzimy grę, ale stwarzamy sobie za mało sytuacji. To jest naszym problemem i musimy nad tym pracować.

Po spotkaniu z Concordią Elbląg rozmawialiśmy z trenerem Mariuszem Niedziółką.


Katastrofalne błędy, po których tracimy bramki. Takie, które nie powinny przydarzać się na czwartoligowym poziomie. Jak trener to widzi?

Zgadza się. Spróbowaliśmy w tym meczu innych rozwiązań niż zawsze, trochę z musu i okazało się, że nie do końca były to rozwiązania trafione. Muszę to wziąć na swoje barki. Po stracie trzeciej bramki zaczęliśmy lepiej się prezentować. Po pewnych zmianach personalnych i w ustawieniu, ten mecz z naszej strony zaczął wyglądać lepiej. W drugiej połowie zdecydowanie próbowaliśmy naciskać. Mieliśmy swoje sytuacje, ale zabrakło nam piłkarskiej jakości. Szkoda sytuacji “Juniora”, tuż po przerwie, bo mogło być 2:3. Mogliśmy złapać kontakt i wtedy może potoczyłoby się to wszystko inaczej. Jednak obiektywnie trzeba na to spojrzeć i przyznać, że Concordia była dojrzalszym zespołem. Posiadali większą kulturę gry i mieli więcej jakości. Piłka im nie przeszkadzała i nie podskakiwała tak jak nam. Wygrali ten mecz zasłużenie. Natomiast my musimy pracować dalej. Takie mecze pokazują ile nam brakuje do tych lepszych. To dla chłopaków nauka. Trzeba już zapomnieć o minionym sezonie. Trzeba pracować na treningach i stawać się coraz lepszym. Muszę wyciągnąć po tym spotkaniu mądre wnioski, ale też każdy z zawodników indywidualnie musi to zrobić. Bez tego nie pchniemy do przodu i nie będziemy się rozwijać.


Wystawiłby trener taką samą “jedenastkę” drugi raz?

Na tę chwilę nie. Jednak ja nikogo nie skreślam. Może dla niektórych było za wcześnie na pewne rzeczy i to miało odzwierciedlenie w pierwszej połowie. Natomiast też poniekąd byliśmy zmuszeni tak zagrać, bo zabrakło kilku zawodników. Nie mieliśmy tego pełnego komfortu w obronie, ale też nie chciałem i nie mogłem wszystkiego “wyrzucić” od razu, bo później zostalibyśmy bez możliwości manewru. Poza tym chłopaki pracują i starają się na treningach, aby dostać tę szansę. Widać było, że jeszcze im czegoś brakuje. Ale ja nie zamierzam nikogo krytykować. Jesteśmy drużyną – razem wygrywamy i razem przegrywamy. W następnym spotkaniu być może wejdą i dołożą coś pozytywnego, strzelą bramkę. Do końca też nie jest dla nich proste złapać nasz system grania, nad którym pracujemy od zimy. Widać, że dla niektórych sprawia to jeszcze problemy.

Sezon 2020/2021 w wykonaniu Mrągowii Mrągowo podsumowaliśmy z trenerem Mariuszem Niedziółką.

Trenerze wielkie gratulacje, słowa uznania i szacunek za wyniki w sezonie 2020/21. Wicemistrzostwo IV ligi wiele znaczy dla naszego klubu.

Na pewno jest to spory sukces. Tym bardziej, że przed sezonem mieliśmy sporo kłopotów i miejsce w górnej połowie tabeli byłoby uznane za sukces. Udało się szybko z chłopaków zrobić zespół i tym brylowaliśmy w lidze. Pokazaliśmy, że Mrągowia była znaczącą siłą i pod koniec wszyscy musieli się z nami liczyć. Na pewno to jest sukces i z tego się cieszymy. Natomiast też wiemy, że to jest nowe wyzwanie. Zupełnie inaczej przeciwnicy będą traktować nas w nowym sezonie i też będziemy musieli się z tym zmierzyć.


Czuje trener dumę i satysfakcję z dokonań Mrągowii w tym sezonie?

Oczywiście. To tak naprawdę wielka zasługa chłopaków, którzy ciężko pracowali na ten wynik. Ja mogę ich tylko określać w samych superlatywach. Bardzo wysoka frekwencja na treningach, duże zaangażowanie, bardzo mi się miło i przyjemnie pracowało z tą grupą. Myślę, że każdy trener chciałby mieć tak zaangażowaną grupę zawodników na treningach.


Zgodzi się trener ze stwierdzeniem, że “ciężka praca popłaciła”? Na treningach nie było na pewno lekko i przyjemnie. W meczach to procentowało. Szczególnie w końcowych fragmentach.

“Im więcej potu na treningach, tym mniej w boju” – takie troszeczkę wyświechtane powiedzenie, zaciągnięte z wojska. Ale to jest prawda, często w tych ostatnich fragmentach meczu potrafiliśmy dogonić przeciwnika albo przechylić szale na swoją korzyść, to właśnie jest efekt tej pracy. I tego, że chłopcy chcieli pracować. To jest najważniejsze, bo bez ich zaangażowania niczego by nie było.


Zimą zmienił trener ustawienie, co było tego przyczyną? Trzeba jednak przyznać, że drużyna dobrze funkcjonowała w nowym systemie. Ponadto Mrągowia zdobyła tytuł najlepszej defensywy w lidze.

To fajnie wyróżnienie. Zważywszy na fakt, że ta gra defensywna wcześniej nie wyglądała do końca tak jak chcieliśmy. Zresztą podkreślaliśmy zimą, że to jest ten punkt, nad którym musimy pracować. Jestem bardzo zadowolony jako trener, że tak się stało jak sobie założyliśmy, bo to jest trudne zadanie. Zwłaszcza, że byliśmy przede wszystkim drużyną zorientowaną na atakowanie. Summa summarum okazało się, że to nam się opłaciło. Jeżeli chodzi o styl gry, to była to analiza potencjału naszych zawodników. Stwierdziłem, że mamy środkowych obrońców, którzy są w stanie w tym systemie sobie poradzić. Rzadkością jest w IV lidze trójka środkowych obrońców potrafiąca dobrze grać w piłkę. To był nasz klucz, tym potrafiliśmy robić sobie przewagę, stwarzać sytuacje. Środkowi obrońcy często zdobywali bramki, często zaliczali asysty i z tym przeciwnicy najbardziej nie potrafili sobie poradzić. To było naszą siłą.


Wielu mówi, że wykrzesał trener z tych zawodników już maksimum. Więc zapytam czy widzi trener jeszcze rezerwy w zespole?

Z tym maksimum to bym nie przesadzał. Oczywiście “sufit” gdzieś jest. Myślę, że oni mogą zagrać lepiej, jeszcze jako drużyna możemy lepiej funkcjonować. Ale każdy z nich indywidualnie też. Natomiast są pewne ograniczenia związane z tym, że jesteśmy drużyną amatorską. Wiadomo nie będziemy robić 5 czy 6 jednostek w tygodniu, bo nie mamy odnowy biologicznej, żeby można było w coś takiego pójść. Dodatkowo chłopaki pracują, uczą się. Natomiast jest to w większości młody zespół i jeszcze większość z nich nie weszła w ten optymalny wiek piłkarski. Oni mogą cały czas się rozwijać, więc to tylko od nich zależy czy będą chcieli. Myślę, że wielu z nich jest na tyle ambitnych, że gdzieś tam jeszcze marzy, żeby zrobić krok do przodu. Żeby pójść do ligi wyżej. Na razie chcą się rozwijać w Mrągowii, mam nadzieję, że to pozwoli nam jako drużynie zrobić jeszcze krok, a wtedy może będzie łatwiej chłopakom się wypromować i przejść do lepszych drużyn, do wyższych lig.

W moim odczuciu najlepsze spotkanie drużyna zagrała z Polonią Lidzbark Warmiński. Kompletnie zdominowaliśmy rywali, świetnie funkcjonowaliśmy jako zespół. A jakie jest trenera zdanie? Który mecz zapadł w pamięci?

Na pewno było kilka takich meczów w przeciągu całego sezonu. Zaczynając od spotkania z Jeziorakiem u siebie, kiedy po porażce z Pasymiem już wielu postawiło na Mrągowii krzyżyk. Że nie będzie się liczyła, że będzie słabym zespołem w tych rozgrywkach. My potrafiliśmy zawsze groźnego Jezioraka pokonać 4:1. Natomiast później na pewno takim meczem “come back’iem”, to był Mazur Ełk. Przegrywaliśmy 0:2, a jednak potrafiliśmy pokazać charakter. To są takie momenty, kiedy drużyna dostaje kopa, kiedy zaczyna wierzyć, że nie ma sytuacji niemożliwych. Trzeba zawsze do ostatniej minuty dążyć do zwycięstwa. Ja to im zawsze powtarzam, jednak jak zawodnik tego dotknie, sam się przekona, to wtedy zaczyna w to wierzyć, wtedy to staje się jasne.

Ten mecz z Polonią był ważny, bo to był bezpośredni przeciwnik do czołowych miejsc. Starcie gigantów tej ligi. Tutaj na początku spotkania mieliśmy drobne problemy, jednak później potrafiliśmy na to odpowiedzieć. Zdominowaliśmy rywali, którzy nie potrafili sobie poradzić z tym jak graliśmy. Udanie zrewanżowaliśmy się za spotkanie z rundy jesiennej. To było zwycięstwo, które podsumowywało naszą ciężką pracę w okresie zimowym. Aczkolwiek po nim w niektórych głowach pojawiło się to, że już jesteśmy tacy wspaniali, że później przyszły dwie porażki. “Zimny prysznic” spowodował, że straciliśmy szanse na pierwsze miejsce.

Później był ten następny mecz, o którym chciałem powiedzieć. Pucharowe starcie z Wikielcem, kiedy przegrywaliśmy już 0:3. Potrafiliśmy się podnieść, doprowadzić do remisu, strzeliliśmy czwartą bramkę i byliśmy bardzo blisko wyeliminowania trzecioligowca. Od tego spotkania nie było momentu zawahania i dołka. Wychodziliśmy na boisko pewni siebie, te spotkania pokazało, że możemy walczyć z każdym. To w jaki sposób ten mecz prowadziliśmy, jak ich potrafiliśmy zdominować w drugiej połowie, momentami nie potrafili sobie poradzić z naszą grą. To dało chłopakom dużą wiarę i pewność, że to co robimy, to jest właśnie to.


Trochę trener odpowiedział już na kolejne pytanie. Jednak zapytam dlaczego pojawił się kryzys w drużynie po tym świetnym meczu z Polonią Lidzbark Warmiński? Analizował to trener?

Gdzieś jakieś drobne wahnięcia personalne się pojawiły. W meczu z Granicą stworzyliśmy sobie sytuacje, mieliśmy dużo stałych fragmentów gry, jednak nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Niefrasobliwe zachowanie we własnym polu karnym sprawiło, że przegraliśmy ten mecz. W następnym meczu z Lubawą nie wyglądaliśmy dobrze fizycznie. Byliśmy bardzo ospali, bez werwy, bez pasji, którą prezentowaliśmy w innych spotkaniach. Zabrakło chęci zdobywania bramek. Wyglądało to trochę z boku tak, jakby zawodnicy chcieli jak najmniejszym kosztem dograć po prostu ten mecz do końca. Niestety tak się nie da i rywalem wbili nam trzy gole. Z perspektywy czasu, to dobrze, że później trafił się ten mecz pucharowy z trzecioligowym Wikielcem. Pojawiła się mobilizacja sama w sobie, chłopcy chcieli się pokazać. Zagraliśmy naprawdę dobrze, dzięki czemu dostaliśmy świeżej krwi i werwy, mocnego kopa do końca sezonu.


Drużynę opuszcza Łukasz Michałowski. Ważny zawodnik na boisku, jeszcze ważniejszy w szatni. To wielka strata.

Dusza towarzystwa, super zawodnik. Nie bez powodu rozegrał największą ilość minut w tym sezonie. To też świadczy o jego roli na boisku. Pewnie Łukasz czuł się trochę zawiedziony, że to nie on strzelał rzuty karne, ale takie są zrządzenia losu. Piotr Błędowski godnie go zastąpił, więc na pewno ma z tego powodu też satysfakcję. Łukasz to duża osobowość, fajny człowiek, bardzo życzliwy i pomocny, potrafiący służyć radom zawodnikom. Nasza młodzież się przy nim dobrze czuła, bo wiedziała, że jest na tyle doświadczony i rozsądny, że to co powie ma dużą wartość.


Coraz śmielej starają się pukać do pierwszej drużyny wychowankowie Mrągowii. Swoje minuty wiosną dostał Gracjan Bagiński, a kolejni czekają na swoje szanse. Jak trener ich ocenia?

Przede wszystkim dobrze, że zaczęli się pojawiać na treningach. To jest najważniejsze. Bardzo bym chciał, żeby wychowankowie grali w pierwszym zespole, bo to jest ważne dla lokalnego środowiska, przyszłości tego zespołu, kibiców, którzy wtedy w jeszcze większej ilości pojawiają się na trybunach. Jednak nic za darmo. Oni muszą ciężko pracować, tak jak pozostali zawodnicy, wtedy z chęcią dam im szansę. Zresztą tak naprawdę wiele treningów nie potrzebowali czy to Szymon Kopyść czy Gracjan Bagiński, żeby wskoczyć do drużyny i dostać swoje pierwsze minuty w seniorskiej piłce. Oprócz nich jest też kilku fajnych chłopaków, którzy mogliby grać, jednak to wszystko zależy tylko od nich. Mają potencjał i możliwości. W końcówce rundy Gracjan mocniej zaistniał, dostał więcej minut. Jeżeli będzie solidnie trenował, to w przyszłym sezonie rozegra tych minut jeszcze więcej. Ma możliwości, żeby stać się znaczącą postacią i podstawowym zawodnikiem.

fot. Paweł Krasowski / mragowo.pl

Zastanawia się trener jak będzie wyglądał nowy sezon? Wiele ciekawych ekip pojawiło się w lidze.

Już wcześniej mówiłem, że ten przyszły sezon będzie ciekawy. Sześć najsłabszych zespołów spadło, pojawił się przynajmniej jeden ciekawy beniaminek – DKS Dobre Miasto. Polonii Iłowo nie znam, więc trudno mi się o nich wypowiadać. Do tego trzech spadkowiczów z III ligi, którzy na pewno będą wartością dodatnią w tej lidze. Kilka zespołów głośno mówi, że chce powalczyć o wyższą ligę. To na pewno napędza poziom i rywalizację. Trzeba powiedzieć, że środek tabeli z obecnego sezonu, to są solidne zespoły, z którymi trzeba było się naprawdę natrudzić, żeby zdobyć punkty. Czeka nas nowe rozdanie. Musimy już za chwilę przestać żyć historią. Każdy ma zero punktów i każdy pisze od nowa swoją historię. Trzeba będzie być naprawdę bardzo zaangażowanym i zdeterminowanym, żeby ten punkty zdobywać, bo nikt nie odpuści. Natomiast przy wyrównanym poziomie, jeżeli ktoś zaplącze się w dolne rejony tabeli, to później będzie miał ciężko z nich wyjść. Na pewno ta liga będzie wyrównana i ten poziom pójdzie w górę.


Teraz drużyna ma kilkanaście dni wolnego, co za tym idzie trener też. Potrafi trener się wyłączyć i odpocząć od piłki, czy na bieżąco śledzi co się dzieje na IV-ligowym podwórku?

Z tego lokalnego podwórka potrafię się trochę wyłączyć. Chociaż wiadomo, że rozmowy transferowe z zawodnikami trwają. Gdzieś jednym okiem śledzę, to co się dzieje na Euro. Analizuje sytuacje – jak zespoły grają, jak są przygotowane, jak są rozwiązania i co byśmy mogli zastosować u nas. Teraz jednak jest przerwa, chciałbym trochę czasu spędzić z rodziną, która zawsze cierpi z powodu mojego zajmowania się piłką. Chciałbym większość dnia jednak nie myśleć o piłce.


Czyli rozumiem, że trener zostaje w Mrągowii, ładujemy akumulatory, a od lipca bierzemy się wszyscy do ciężkiej i wytężonej pracy, aby nie zawieść. Apetyt na pewno wzrósł w miarę jedzenie.

Mamy grupę świetnych kibiców, którzy bardzo nas wspierają i przyjemością jest grać dla nich. To jest dla nas dodatkowa motywacja. Myślę, że w chłopakach są takie pokłady ambicji i chęci do rywalizacji, że oni na pewno z dużą werwą przystąpią do okresu przygotowawczego. Jednak tak jak już wspomniałem – nie możemy żyć przeszłością, mamy w tabeli zero punktów. Każdy musi na nowo wywalczyć swoją pozycję.


To życzymy dużo zdrowia, niecierpliwie czekamy na nowy sezon i cały czas wierzymy w Mrągowię!

fot. Emil Marecki

Sekretarz klubu Przemysław Witkowski oraz trener Mariusz Niedziółka zostali wybrani do zarządu Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej na lata 2021-2025.


Ponadto Mrągowię na walnym reprezentował Mirosław Starek, a Żagiel Piecki oddelegował dwóch mrągowskich działaczy – Stanisława Jankowskiego oraz Marcina Szoka.

Zapraszamy do zapoznania się z komunikatem trenera Mariusza Niedziółki do kibiców przed sobotnim spotkaniem Mrągowii Mrągowo z Mamrami Giżycko.

Już w najbliższą sobotę na Stadionie Miejskim w Mrągowie o godz. 16:00 mecz na szczycie forBET IV ligi MKS Mrągowia Mrągowo – GKS Mamry Giżycko. Te piłkarskie święto, jakim niewątpliwie będzie ten mecz, zbiegnie się z długo wyczekiwaną przez kibiców chwila powrotu sympatyków futbolu na trybuny. Chciałbym zaapelować do wszystkich kibiców Mrągowii Mrągowo i Mamr Giżycko oraz wszystkich bezstronnych fanów o sportowy i kulturalny doping dla swoich drużyn. Nie kibicujmy przeciwko którejkolwiek z drużyn, ale za swoim ulubionym zespołem. Bez wyzwisk, przekleństw i urągania sędziom zgodnie z UEFA-oską zasadą “RESPECT”, czyli szacunku dla wszystkich uczestników widowiska sportowego. Niech sobotni mecz będzie dla nas wszystkich prawdziwym świętem.

W sobotnim meczu spotkają się drużyny, które do tej pory zdobyły w rozgrywkach forBET IV ligi najwięcej punktów. Kosztowało to ogrom pracy, zaangażowania i wysiłku wykonanego podczas treningów i meczów. Doceńmy z szacunkiem to w jakim miejscu się znalazły obie drużyny. Ile znakomitych drużyn w tej chwili jest za ich plecami?

Powrót kibiców na trybuny jest wielkim wydarzeniem również dla nas trenerów i zawodników. Widowisko piłkarskie bez Was kibiców jest smutne i niepełne, a wysiłek sportowca bez emocji sympatyków niewiele warty. Tylko zaangażowanie fanów powoduje, że piłka nożna się rozwija i z każdym rokiem zyskuje kolejnych zwolenników.

Wspólnie zadbajmy o rozwój piłki na Warmii i Mazurach. W końcu to “Kraina Piłkarskiej Pasji”. Wspierajmy swoich. Niech wygra lepszy.

Zapraszam na stadion! Ze sportowym pozdrowieniem Mariusz Niedziółka.

Wygrany wyjazdowy mecz z Mazurem Ełk podsumowaliśmy z trenerem Mariuszem Niedziółką.


Przełamanie w meczu z bardzo trudnym przeciwnikiem na pewno cieszy.


Trzy punkty bardzo cieszą. Natomiast było widać po grze, że ślad po pucharowym spotkaniu pozostał. Nie zawsze te decyzje, wybory czy podania były dobre. Brawo drużynie, że dzisiaj pociągnęliśmy z “serducha”. Mazur to bardzo wymagający przeciwnik, który bardzo dużo biegał, był bardzo zaangażowany w grę. Postawił wysoko poprzeczkę, szczególnie w pierwszej połowie. Wiadomo, że w drugiej połowie spotkanie było trochę ustawione przez czerwoną kartkę, którą w końcówce pierwszej odsłony zawodnik gospodarzy dostał. Na pewno nam to trochę pomogło, ułatwiło zadanie. Natomiast cały czas byli groźni z przodu, tworzyli dużo sytuacji ze stałych fragmentów. I tu byli niebezpieczni, dlatego ten mecz do końca był trudny i emocjonujący. Na pewno powinniśmy go wcześniej zakończyć, bo sytuacje były. Można wtedy byłoby spokojnie pograć w piłkę. Natomiast trzeba się cieszyć z tego, co jest. Z wygranego spotkania. To jest pierwszy przegrany mecz Mazura wiosną. Zwycięzców w tym wypadku się nie sądzi.


Za tydzień mecz z Mamrami Giżycko. To będzie najważniejsze spotkanie w tej rundzie?


Na pewno dla kibiców tak. Dla nas też będzie to ważne spotkanie, bo rywalizujemy z Mamrami. Jednak za ten mecz są takie same trzy punkty, jak za każde inne. Cieszę się, że nikt nam nie wypadł na to spotkanie. Liczę, że wszyscy będą zdrowi i będziemy mogli się spokojnie przygotować. Będziemy mieli normalny mikrocykl, nie będzie meczu w środę. Mam nadzieję, że uda nam się złapać świeżości i “głodu”. Na pewno nie będzie trzeba mobilizować chłopaków do tego spotkania, bo będą chcieli pokazać, że w tej walce nie stoimy na straconej pozycji.

fot. Paweł Piekutowski

Po porażce z Motorem Lubawa rozmawialiśmy z trenerem Mrągowii – Mariuszem Niedziółką.


Druga porażka z rzędu. Tym razem po bardzo słabym meczu.

Przeciwnik był lepszy. Dobrze jednak weszliśmy w mecz, szybko strzelona bramka, która teoretycznie powinna ustawić nam mecz. Niestety spowodowała to, że chcieliśmy go przeczekać. Na boisku to wyglądało, że sami prosimy się o sytuacje dla przeciwnika, cofnęliśmy się. Nie takie były założenia. Przeciwnik nas przyciskał i w końcu sprowokowaliśmy to, że straciliśmy te bramki. Padały one za łatwo. Przegrywaliśmy większość piłek w środku pola. Przeciwnik był cwańszy i lepszy. Mieliśmy bardzo mało argumentów z przodu, żeby powalczyć. Chociaż szkoda tej sytuacji Baha przy 1:2, mogliśmy wyrównać. Trzeba jednak szczerze przyznać, że goście wygrali zasłużenie.


To będzie trudny tydzień. Do rozegrania mamy jeszcze dwa mecze z wymagającymi rywalami.

Zgadza się. Wpadliśmy w dołek. Pewnie można było się tego spodziewać, że w końcu spadek formy nas dopadnie. Musimy zrobić jednak wszystko, żeby z tego wyjść i przede wszystkim lepiej zaprezentować się na boisku. Bo piłkarsko w meczu z Motorem wyglądaliśmy słabo.

fot. Rafał Samsel

Pierwszą wiosenną porażkę podsumowaliśmy z trenerem Mariuszem Niedziółką.


Pierwsza porażka od dawien dawna. Jak samopoczucie po meczu?

Wiadomo, że nie jesteśmy szczęśliwi. Kiedyś to musiało nastąpić. Brakowało w tym meczu nam jakości, tej piłkarskiej, którą wcześniej prezentowaliśmy. Granica postawiła wysoko poprzeczkę – była dobrze zorganizowana, walczyła, ale tak naprawdę niewiele więcej. My nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić i to był nasz problem. Stwarzaliśmy sytuacje, mieliśmy przy 0:0 dogodne sytuacje, ale ich nie wykorzystaliśmy. I to się zemściło. Niestety, ten mecz przegrywamy. Wiedzieliśmy, że nie będziemy zawsze wygrywać. W tym meczu waliliśmy głową w mur, przeciwnik się mądrze bronił. Wykorzystał swoją sytuacje i wygrał.


W moim mniemaniu miniony tydzień był… dziwny. Odczuwał trener, że coś jest nie tak?

Tak to trochę wyglądało, że w drużynie pojawiło się zmęczenie. A może nawet rozprężenie. Były problemy z jakością na treningu. Efekt mamy tego w tym meczu. Szkoda, że musimy “zimny prysznic” zbierać. Trudno, trzeba grać, patrzeć na następne mecze. Może ten termin niedzielny nam wybitnie nie pasuje. Zrobimy wszystko, aby w następnych spotkaniach prezentować się lepiej, żeby wróciła do nas piłkarska jakość.

fot. Paweł Piekutowski

Trener Mrągowii Mrągowo – Mariusz Niedziółka – został wybrany “Trenerem roku 2020” na Warmii i Mazurach. To decyzja kibiców, klubów oraz zarządu Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej. WIELKIE GRATULACJE TRENERZE!


Wow, dziękuję to miła chwila. Jestem miło zaskoczony. Ciężko było się spodziewać, gdyż grono nominowanych było zacne. Dziękuje serdecznie wszystkim, którzy oddali na mnie głos! – mówił w trakcie gali WMZPN trener Mariusz Niedziółka.