Dariusz

Zgodnie z decyzją prezesów Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej rozgrywki seniorskie w IV lidze i niższych klasach rozgrywkowych oraz rozgrywki młodzieżowe prowadzone przez Wojewódzkie Związki Piłki Nożnej we wszystkich kategoriach wiekowych zostały odwołane. Obowiązujące rozporządzenia rządowe dotyczące epidemii COVID-19 uniemożliwiały kontynuowanie rozgrywek w zaplanowanej pierwotnie formie.

Za układ końcowych tabel sezonu 2019/20 przyjmuje się kolejność drużyn w tabeli po ostatniej rozegranej kolejce rozgrywek. Drużyny zajmujące miejsca premiowane awansem uzyskają awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Po sezonie 2019/20 nie będzie natomiast spadków do niższych klas rozgrywkowych.

Nie wiadomo, kiedy rozpocznie się sezon 2020/21.

Rozpoczynamy cykl wywiadów „Poznajmy młodzież”, w którym będziemy rozmawiali z zawodnikami grup młodzieżowych Mrągowii Mrągowo. Na pierwszy ogień idą – Gracjan Bagiński (2004, junior młodszy), Antoni Dudek (2006, trampkarz) oraz Piotr Kopyść (2009, młodzik).

Antoni Dudek (górny rząd, trzeci z prawej)

Jak się zaczęła Twoja przygoda z piłką? W jakim wieku udałeś się na pierwszy trening? Kto Ciebie tam zaprowadził? Masz jakieś wspomnienia z początkiem gry w piłkę?

G.B.: – Na pierwszy trening zaprowadził mnie tata, miałem wtedy pięć lat. Moim pierwszym klubem był Wilczek Wilkowo.

A.D.: – Moja przygoda z piłką zaczęła się od pewnego turnieju na orliku, na który zaprowadził mnie brat. Po udanych zawodach zostałem zapisany na treningi do trenera Kamila Kwiatka. Gdy przyszedłem na pierwszy trening miałem 4-5 lat. Podobno wyróżniałem się znajomością podstawowych zasad gry, co w tym wieku było raczej niespotykane.

P.K.: – Mam prawie jedenaście lat, więc moja przygoda z piłką nożną nie jest może aż tak okazała, jak moich starszych kolegów. Zaczęła się w wieku pięciu lat. Przychodziłem na treningi mojego starszego brata Szymona, trenującego pod okiem trenera Karola Lemechy. Nie było jeszcze grupy dla mnie, więc gra ze starszymi kolegami sprawiała mi dużo frajdy, a oni traktowali mnie na równi. To był fajny okres, który dał mi dużo zapału i motywacji do wyboru ścieżki, którą teraz podążam.

Gracjan Bagiński (pierwszy z prawej), fot. mragowo24.info

W swojej kolekcji masz dużo pucharów, statuetek oraz medali. Która jest dla Ciebie najważniejsza?

G.B.: – Moją najważniejszą statuetkę nie otrzymałem po żadnym meczu czy turnieju. Dostałem ją na Gali Mrągowii Mrągowo. Widnieje na niej napis „Nadzieje Mrągowii”. Znaczy dla mnie wiele.

A.D.: – W mojej kolekcji mam bardzo dużo nagród. Od medali po statuetki i puchary. O ile pucharów i statuetek mam razem około dziesięciu, to medali wisi kilkadziesiąt. Wydaje mi się, że najważniejszą z nagród jest brązowy medal za trzecie miejsce w województwie w sezonie 2014/15.

P.K.: – Za mną bardzo dużo turniejów, jednak chyba najcenniejsze trofeum dla mnie to zdobycie mistrzostwa województwa Orlików w 2018 roku. Fajny turniej i gra na wysokim poziomie. Oczywiście było to zasługą całej drużyny, która zostawiła serducho na boisku i wylała hektolitry potu.

Pamiętasz może swój dobry mecz, taki, który Ci najlepiej wyszedł?

G.B.: – Z sentymentem wspominam mecz o awans do I ligi wojewódzkiej juniorów młodszych z Nakim Olsztyn. Przed meczem czułem delikatny stres, pojawił się także dreszczyk emocji. Na boisku jednak to wszystko minęło. Zagrałem dobre spotkanie, moi koledzy z drużyny również, co dało nam zwycięstwo 2:1 i upragniony awans.

A.D.: – Nie pamiętam swojego jednego najlepszego meczu, lecz pamiętam sezon, w którym grało mi się najlepiej. Był to niewątpliwie sezon 2018/19. Kategoria wiekowa „Młodzik”, gdzie gra się na boisku od „szesnastek”. Graliśmy wtedy w ekstraklasie województwa i w rundzie jesiennej zajęliśmy bodajże drugie miejsce. Runda wiosenna zapowiadała się równie dobrze, lecz braki kadrowe i zmiana trenera strasznie nas osłabiły. Ostatecznie sezon zakończyliśmy na bodajże dziewiątym miejscu w województwie.

P.K.: – Mecz jak mecz, było ich wiele, ale pamiętam turniej w Reszlu, na którym zdobyłem statuetkę „Najlepszego Zawodnika Turnieju”. Graliśmy naprawdę dobrą piłkę, a mi wychodziło prawie wszystko i to się opłacało.

Piotr Kopyść (czwarty z prawej)

Na jakiej pozycji występujesz na boisku? Lubisz tam grać?

G.B.: – Na początku grałem jako zawodnik ofensywny. Trener Karol Lemecha cofnął mnie do defensywy. Gram obecnie na środku obrony i czuję się dobrze na tej pozycji.

A.D.: – Na boisku występowałem na pozycjach ofensywnych. Głównie grałem na pozycji napastnika, chociaż moja postura raczej nie sprzyja do grania jako „9”, lub skrzydłowego. Niekiedy występowałem też w środku pomocy. Nie mam swojej ulubionej pozycji, staram się być elastycznym i dostosować się do taktyki trenera.

P.K.: – Nie mam stałej pozycji na boisku. Jestem uniwersalnym graczem. W zależności, w której kategorii wiekowej gram i jaka jest potrzeba, na taką pozycję zostaję wystawiony. W Orlikach najczęściej gram środkowego obrońcę lub prawoskrzydłowego. W Młodziku defensywnego pomocnika, a w Trampkarzu grałem prawoskrzydłowego i ofensywnego pomocnika. Tak więc, gdzie zostaję wystawiony, tam gram i zostawiam całego siebie na boisku.

Gracjan Bagiński

Jakie cele sportowe stawiasz przed sobą?

G.B.: – Za cel stawiam sobie ciągły rozwój. Z dnia na dzień chce stawać się coraz lepszym. Grać cały czas w piłkę i czerpać z tego wielką radość.

A.D.: – Bardzo trudne pytanie. Wydaje mi się, że jak najszybszy powrót do gry i budowanie formy. Trenowanie jak najlepiej i samozaparcie do ćwiczenia samemu, bo czasami bywa z tym różnie. No i przede wszystkim gra w seniorskiej piłce na jak najwyższym poziomie.

P.K.: – Jestem młodym zawodnikiem, więc jeszcze nie mam planów. Mam marzenia – chciałbym zostać dobrym piłkarzem. Na razie chcę się rozwijać i jak najlepiej grać w piłkę. W tym roku zaczęły się konsultacje szkoleniowe do powstającej kadry rocznika 2009, na których byłem z moim najlepszym przyjacielem – Aureliuszem Kotuszewskim, gdzie prezentowaliśmy swoje umiejętności. Teraz chyba to jest cel, który chciałbym osiągnąć – dostać się do kadry, a potem zobaczymy.

Piotr Kopyść (czwarty z prawej)

Gdybyś mógł wybrać sobie klub, w jakim chciałbyś na co dzień grać, to co to byłby za klub i dlaczego akurat ten?

G.B.: – Większość pewnie w tym momencie wskazałaby na Barcelonę czy Real. Ja jednak kibicuje Chelsea, skąd też to mój wymarzony klub, w którym chciałbym zagrać.

A.D.: – Jeżeli byłaby możliwość wyboru to z pewnością wybrałbym FC Barcelona. Od zawsze byłem fanem tego klubu. Jest on na najwyższym sportowym poziomie i od zawsze moim marzeniem była gra w nim. Ciężko mi się w nim wyobrazić, lecz bardzo chętnie bym tam zagrał.

P.K.: – Większość moich rówieśników jest za FC Barcelona lub Realem. Ja jestem za tymi pierwszymi i to tam chciałbym kiedyś grać. Wiem, że długa droga przede mną, a tam trafiają nieliczni i trzeba włożyć dużo wysiłku i pracy, żeby tam się dostać. Pracuję, a treningi z moimi trenerami, mam nadzieję, że kiedyś zaowocują.

Czy jest jakiś piłkarz, który szczególnie Ci imponuje, swoją grą, postawą na boisku i oczywiście prywatnie?

G.B.: – Moim ulubionym zawodnikiem jest Holender Virgil van Dijk. To najlepszy środkowy obrońca na świecie. Imponuje warunkami fizycznymi, świetnie gra w powietrzu, a jego wielkim atutem jest szybkość. Jest praktycznie nie do przejścia w pojedynkach 1 na 1. Jest przywódcą na boisku. Uwielbiam go oglądać i bardzo się na nim wzoruje.

A.D.: – Pewnie nie będę oryginalny mówiąc oczywiście, że jest nim Leo Messi. Jestem kibicem Barcelony, więc było to dosyć przewidywalne, ale rzeczywiście tak jest. Zawsze imponowało mi jak dobrze potrafił wejść w drybling i minąć nawet kilku rywali. Również jego strzały zawsze bardzo przykuwały moją uwagę. Zazwyczaj trafiały perfekcyjnie w dany punkt.P.K.: – Leo Messi! To on sprawia, że stadiony szaleją. Może być niewidoczny cały mecz, a jedną akcją sprawia, że wszyscy o nim mówią. Podoba mi się jego talent, styl i umiejętności. Jest najlepszy i chciałbym mu kiedyś choć trochę dorównać.

Tym razem do tablicy przywołaliśmy pomocnika Mrągowii Mrągowo, najlepszego „kanadyjczyka” w rundzie jesiennej, cały czas młodego i perspektywicznego Filipa Wójcika.

Co słychać w czasie epidemii u Ciebie? Jak dbasz o swoją formę?

– Niestety, ale nie jest to na pewno łatwa sytuacja dla mnie jak i dla wszystkich zawodników czy miłośników piłki nożnej. Myślę, że wszystkim, którzy kochają ten sport, jest ciężko wytrzymać bez biegania za piłką podczas meczu, czy nawet za samym oglądaniem futbolu w TV czy na stadionie. Jeżeli chodzi o mnie, to mam rozpiski od trenera, które staram się w miarę możliwości wykonywać. Dodatkowo dodaje coś od siebie, jeżeli tylko mogę to jeżdżę na boisko Fali Warpuny i robię technikę. Bawię się piłką także w domu, wykonując różnorodne ćwiczenia. Każdy kontakt z piłką, który pozwala stawać się lepszym, jest dla mnie bardzo ważny. Oprócz tego biegam i ćwiczę w domu na własnym obciążeniu.

Jak daleko Ci do dyspozycji z jesieni? Byłeś jednym z kluczowych zawodników w drużynie – 5 goli, 9 asyst oraz wyróżniającym się graczem w całej lidze. Jak podsumujesz minioną rundę?

– Jeżeli chodzi o moją dyspozycję to przecież wiadomo, że zawsze jestem w formie (śmiech). A teraz już tak całkiem poważnie. Poprzednią rundę mogę zaliczyć do udanych, pięć bramek, dziewięć asysty, to niezły indywidualny wynik w tej lidze. Jednak zawsze wymagam od siebie więcej i z każdym kolejnym meczem chcę dawać drużynie jeszcze więcej. Cieszę się bardzo z tego, że wiele osób wypowiadało się o mojej grze bardzo dobrze. To na pewno jest budujące, jednak jak już wspomniałem – jestem ambitnym chłopakiem, który chce cały czas ciężko pracować, uczyć się nowych rzeczy i nieustannie rozwijać.

fot. e-lubawa.pl

Teraz miała być kluczowa runda dla Ciebie, runda która miała wypromować Filipa Wójcika do wyższej ligi. Przez obecną sytuację będzie trzeba przełożyć plany? Jak Ty to widzisz?

– Trudno mi jest odpowiedzieć na te pytanie. Sam jeszcze do końca nie wiem jak to będzie. Jak zawsze – czas pokaże.


Wróćmy jednak do przeszłości. Przyszedłeś tutaj latem 2018 r. za namową trenera Tomasza Aziewicza. Jakie masz pierwsze wspomnienia związane z Mrągowią? Co Ci utkwiło w pamięci? Dlaczego zdecydowałeś się na ten krok?

– Pamiętam, że stresowałem się przed pierwszym treningiem. W głowie miałem tylko „ja taki gówniarz z juniorów do seniorów”. Wiadomo, ktoś kto to przeczyta, może pomyśleć, że przecież to jest tylko IV liga, a nie Ekstraklasa czy I liga, ale myślę, że większość juniorów idąc na trening do seniorów by się stresowała. Później uświadomiłem sobie, że nie ma co aż tak się stresować, trochę może uspokajała mnie myśl, że znam trenera, bo prowadził mnie jeszcze wcześniej w kadrach województwa. Wiedziałem, że muszę pokazać po prostu to co potrafię, a zyskam akceptację. Zdecydowałem się na ten krok, ponieważ wiedziałem, że z juniorów do seniorów, jakiś przeskok jeżeli chodzi o umiejętności jest. Tym bardziej, że wtedy grając w juniorach byliśmy w lidze wojewódzkiej, która nie ma co się oszukiwać za mocna nie jest, wygrywanie po 5 czy 10:0 przestaje cieszyć. Tym bardziej jak widzisz, że przeciwnicy się nawet nie starają i mają za przeproszeniem wywalone, to nie sprawia przyjemności, a gdzie tu mowa o rozwoju. Pojedyncze mecze w rundzie, nie dadzą Ci tyle, co gra w seniorach.

Wielu w tamtym okresie dziwiło się, jak to możliwe, że tak nieśmiały i spokojny człowiek zamienia się na boisku w tak przebojowego i odważnego zawodnika?

– Życie poza boiskiem i na boisku, to dwa inne światy. Poza możesz być nieśmiały i spokojny, ale jak już wchodzisz na boisko, to zapominasz o wszystkim, w głowie masz tylko piłkę i nic więcej. To jest piękne. Na boisku stajesz się bestią. Musisz być odważny, musisz walczyć o każdy jeden milimetr, o każdą piłkę. Nienawidzę jak ktoś mi ją odbiera, chyba nikt tego nie lubi. Jeżeli tak się dzieje trzeba mieć od razu zakodowane, żeby z powrotem tę piłkę odzyskać dla dobra swego i całej drużyny.

Cztery gole, trzy asysty, do tego wywalczone rzuty karne. Pierwsze runda w Mrągowii też była bardzo udana dla Ciebie, jako 17-letniego debiutanta w piłce seniorskiej. Jak Ty ją wspominasz z perspektywy czasu?

– Mam mieszane uczucia, co do tamtego okresu. Myślę, że nie grałem tyle, ile powinienem. Widząc, to co się działo na treningach czy meczach, uważam, że zasługiwałem na więcej występów w pierwszej jedenastce. Więcej minut na boisku. Może wtedy liczby byłby lepsze. Tego już się nie dowiemy. Żeby nie było wątpliwości – nie mam pretensji do nikogo, szanuję trenera, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, szanuję jego decyzje. Najwyraźniej tak musiało być.

fot. Artur Szczepański

Wiosną 2019 r. zdecydowałeś się na powrót do piłki juniorskiej. Jak z perspektywy ocenisz ten ruch? Stracone pół roku czy coś Tobie dała gra z rówieśnikami?

– Myślałem, że pominiesz ten temat (śmiech). Nie chce mi się do tego wracać. Powiem krótko – był to nieprzemyślany ruch z mojej strony. Powinno wystarczyć.

Często zdarzało się, że w dzieciństwie grałeś ze starszymi?

– Tylko ze starszymi. Nie miałem zbyt wielu okazji, by rywalizować z rówieśnikami. Na podwórku koledzy byli zawsze starsi, nawet o pięć lat. Nigdy jednak nie odstawiałem nogi i zawsze starałem się walczyć jak równy z równym. W moim pierwszym klubie, czyli Orlętach Reszel, byłem w starszej rocznikowo grupie, najmłodszy w drużynie.

Poprzednie pytanie nie było przypadkowe. Na boisku przypominasz właśnie młodego chłopaka, który gdzieś na podwórku załapał się do gry ze starszymi chłopakami z osiedla i często ich wręcz ośmiesza swoimi akcjami. Tą przebojowość wyniosłeś właśnie z podwórkowych gier?

– Zawsze wychodzę na boisko i robię, co potrafię najlepiej. Nie myślę o przeciwnikach, nie zajmuję sobie głowy tym, ile mają lat i jaki staż w lidze, każdego traktuję tak samo. Chcę wygrywać pojedynki, chcę mieć piłkę przy nodze, chcę by drużyna zdobywała jak najwięcej bramek. Lubię taki styl gry.

fot. portel.pl

Mówi się, że seniorska szatnia zabija w młodych zawodnikach finezję. Zdaje się, że akurat Ty zaprzeczasz tej teorii, chociaż Marcin Marszałek na pierwszy treningu mocno Cię ujarzmił.

– Ja, w jakiej drużynie bym nie był, to będę tę finezję wykonywał, jestem po prostu takim typem zawodnika. Jeżeli chodzi o sytuację z Marcinem, no to lekko go wtedy chyba poddenerwowałem (śmiech). Będąc na pierwszym treningu, jako siedemnastolatek, próbowałem wrzucić mu piłkę za kołnierz. Okazało się, że to nie było najlepszym pomysłem, o czym dowiedziałem się po jego reakcji (śmiech). Sprowadził mnie lekko na ziemię, już nigdy takiej próby wobec niego nie podejmę (śmiech).

Gdzie za rok o tej porze chciałby być Filip Wójcik? Oczywiście pytam o aspekty sportowe.

(śmiech) Niestety będę musiał puścić trochę wodze fantazji. Za rok o tej porze? Hmmm, niech pomyślę. Pewnie w Bundeslidze. Dzwonili już z Bayernu. Na razie nie stać ich na mój kontrakt, ale myślę, że przez rok mogą zaoszczędzić i ponownie zadzwonić (śmiech). Trzymajcie kciuki.

Dzięki za rozmowę. Dużo zdrówka i mam nadzieję, że jeszcze będziemy mogli podziwiać Cię w „żółto-czarnych” barwach.

– Ja również dziękuję. Mam nadzieję, że Was niezanudziłem. Dużo zdrowia dla wszystkich.

W tym trudnym dla wszystkich okresie porozmawialiśmy z Mateuszem Barszczewskim – o wszystkim i o niczym. Chłopakiem stąd, zawodnikiem pierwszej drużyny, trenerem Orlików. Zapraszamy do lektury.

Jak sobie radzisz w tym trudnym okresie? Bez możliwości przyjścia na trening, czy chociażby wyjścia na boisko. W jaki sposób podtrzymujesz swoją formę?

– Przede wszystkim jest to trudny moment, jeśli jesteś prawdziwym fanatykiem piłki nożnej. Każdy dzień bez kontaktu z piłką odczuwasz nieco mocniej. Trening jest dla mnie najlepszą odskocznią od rzeczywistości, a teraz kiedy jest ich brak, staram się jakoś to wszystko zastąpić. Czy to zwykłą pracą na własnym obciążeniu w domu, czy wyjściem biegać albo na rower by podtrzymać kondycję. Nie jest to łatwe, ale jeśli w tym czasie, bez treningów w klubie, robisz coś dla siebie, to już jest coś. Wiadomo trening z piłką to co innego i na pewno jeśli wrócimy, to u wszystkich będą widoczne braki techniczne – u jednych bardziej, u drugich mniej.

W Mrągowii grasz od dziecka, z roczną przerwą na występy w Zniczu Pruszków. Jak wspominasz ten młodzieżowy okres w swojej przygodzie z piłką?

– To prawda, od dziecka kocham piłkę i grałem dla różnych trenerów w grupach młodzieżowych Mrągowii Mrągowo. Był fajny okres jeśli chodzi o zabawę z piłką, w tamtym czasie chciałam przede wszystkim się nią cieszyć i jak najwięcej starałem się trenować, nie liczyło się nic więcej. Rok czasu w zespole juniora młodszego Znicza Pruszków dużo mnie nauczył, może nie tyle piłkarsko, ale tego na czym polega świat piłki i w jaki sposób się on kręci.

fot. Znicz 2000 Pruszków

W drużynie seniorów „żółto-czarnych” jesteś od sezonu 2017/18, dlaczego wtedy zdecydowałeś się na powrót z Pruszkowa do Mrągowa?

– Gdy zacząłem trenować z zespołem seniorów Mrągowii nie było to dla mnie czymś zaskakującym, co innego rozgrywki ligowe, to było coś kompletnie innego niż treningi. Wracając do Mrągowa chciałem zobaczyć i nauczyć się jak się gra z osobami z pewnym doświadczeniem, to jest coś innego niż gra z juniorami. Tutaj musisz wiedzieć – gdzie podać, kiedy zaatakować przeciwnika, nie możesz odstąpić nogi i się bać, grać agresywnie i stanowczo, to było głównie moim celem, nauka tych aspektów.

Na początku grałeś mało, dopiero pół roku później po przyjściu trenera Tomasza Aziewicza stałeś się podstawowym zawodnikiem. Trzy gole i trzy asysty, jak na tak młodego zawodnika, to był niezły wynik.

– Czy ja wiem czy jakiś super niezły wynik? W tamtym czasie chciałem się ogrywać i pokazywać swoją wartość na boisku, nie liczyło się dla mnie zdobywanie bramek czy asyst do czego miałem często okazję.

U trenera Aziewicza grałeś w środku pola, na skrzydle oraz w ataku. Na której z tych pozycji czułeś się najlepiej? Która jest dla Ciebie optymalna?

– Od małego uczyłem się grać jako typowa „8”. Dużo biegać, odbierać piłkę. Mało grałem ofensywnie, bardziej skupiałem się na destrukcji. „Skrzydło”, jak najbardziej jest fajną pozycją, lecz tam trzeba mieć o wiele więcej zdecydowania, co do mnie nie jest podobne. Najlepiej zatem czuję się w środku pola. Częsta ilość kontaktów z piłką pozwala mi się oswoić na boisku. Oczywiście zawsze zagram tam, gdzie mnie trener wystawi. Dam z siebie sto procent i będę robił wszystko, żeby drużyna wygrywała.

Swoją drogą jako „9” nie zdobyłeś żadnego gola. W pewnym momencie pojawiła się delikatna szydera i stwierdzenie, że jesteś „najbardziej defensywnym napastnikiem na świecie”.

– Od napastnika wymaga się głównie strzelania bramek, bycia „lisem pola karnego”, a ja uważam, że nigdy nie byłem do tego stworzony. Grało mi się bardzo trudno, to zupełnie nie moja pozycja.

Pamiętam jak trener Aziewicz wspominał, że widziałby Ciebie jako bocznego obrońcę. Niezły odbiór, szybkość, mogłoby to mieć sens. Jednak nigdy tego nie zrealizował. Jak Ty to widzisz?

– Grałem kiedyś jako lewy obrońca, ale było to w… orliku. Zdecydowanie gra w tym wieku różni się od rozgrywek seniorskich. Współczesny boczny obrońca musi być szybki, zwinny, dobrze wyszkolony technicznie, gdyż często to na nich spoczywa odpowiedzialność za budowanie akcji ofensywnych na samym jej początku. Potrzebna jest maksymalna koncentracja, gdyż przeciwnik czeka, aby tylko im odebrać piłkę. Musi mieć także dobre dośrodkowanie. Może ta pozycja by wypaliła u mnie, jednak najpierw potrzebowałbym do tego odpowiedniego przygotowania i ciężkiej pracy.

fot. Jeziorak Iława

Po przyjściu trenera Mariusza Niedziółki nadal jesteś podstawowym zawodnikiem. Jesienią trzy gole, trzy asysty, jak ocenisz minioną rundę w swoim wykonaniu?

– Szczerze mówiąc miniona runda była dla mnie fatalna. Raz grało mi się dobrze, a raz całkowicie byłem odcięty, nie wiedziałem co mam zrobić z piłką, miałem problem z wykorzystywaniem dobrych sytuacji. Mocno wierzyłem, że to się zmieni w rundzie wiosennej. Niestety na razie nie doszła do skutku…

W Mrągowii rozegrałeś do tej pory 70 meczów ligowych, w których zdobyłeś osiem bramek. Które spotkanie uważasz za najlepsze? Która bramka dla Ciebie była najpiękniejsza, ma największe znaczenie?

– Nie mam ani takiego spotkania, ani takiej bramki. W każdym meczu staram się dać z siebie 100% i zejść z boiska z podniesioną głową, że swoją robotę wykonałem dobrze. Raz to wychodzi, a raz nie. Jestem ambitnym człowiekiem i stawiam sobie poprzeczkę coraz wyżej.

Dodatkowo od niedawna w Mrągowii prowadzisz treningi Orlików. Jak Ci się podoba? Spełniasz się w tej roli?

– Oczywiście, że się spełniam. Oprócz grania w piłkę, zostanie trenerem było również wielkim moim marzeniem. Uczenie innych gry w piłkę, pokazywanie im różnych zachowań na boisku, to jest coś innego niż sam na nim jesteś. Dzieciaki podchodzą, pytają się o różne aspekty, chcą się czegoś uczyć, a to mnie jeszcze bardziej cieszy, bo piłką nożną można zbudować charakter dziecka. Duże w tym miejscu podziękowania trenerowi Karolowi Lemecha za zaufanie, wprowadzenie mnie do tej roli, wskazówki, rady i naukę.

Nie można pominąć kwestii piłki halowej. Trochę fajnych momentów na arenie województwa za Tobą w hali.

– Piłka halowa to coś innego niż gra na boisku trawiastym. Tam jest mniej czasu na podjęcie decyzji, mniej miejsca. O dziwo gra mi się lepiej i wygodniej. Z KoGo Team wygraliśmy mistrzostwo Mrągowa, zdobyliśmy Wojewódzki Puchar Polski, zostaliśmy wicemistrzem województwa warmińsko-mazurskiego w futsalu. Reprezentowaliśmy Warmię i Mazury na szczeblu ogólnopolskim w meczu Pucharu Polski. To oczywiście cieszy, ale ważniejsze dla mnie jest boisko. To, że do bramki przeciwnika masz zdecydowanie dalej, że trudniej zdobyć gola, ta cała meczowa otoczka i adrenalina.

fot. Rafał Samsel

Pozostaje życzyć dużo zdrowia i miejmy nadzieję, że już niebawem wrócimy do tego, co kochamy najbardziej, czyli piłki nożnej.

– Chyba każda osoba, która miała do czynienia z piłką nożną, czeka na ten moment, kiedy wrócą ligi regionalne, a w telewizji znów zaczną transmitować mecze na najwyższych poziomach. Z tego miejsca przesyłam dużo zdrowia kolegom z boiska, trenerom, swoim podopiecznym, działaczom i kibicom. Do rychłego zobaczenia!

Dzisiaj odbyły się konsultacyjne obrady prezesa PZPN Zbigniewa Bońka z prezesami Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej ws. rozgrywek niższych lig.

Po konsultacjach postanowiono, że decyzja o sposobie kontynuowania lub zakończenia obecnego sezonu w niższych ligach podjęta zostanie najpóźniej do 11 maja. Po tym terminie określone zostaną szczegółowe rozwiązania dotyczące rundy wiosennej sezonu 2019/2020, które będą wspólne dla wszystkich Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej.

Wszystkim sponsorom, władzom samorządowym, kibicom oraz ich rodzinom składamy serdeczne życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych.

Niech Święta Wielkanocne przyniosą wiarę i nadzieję, które sprawią, że smutki i troski wypełniające nasze serca, odejdą w zapomnienie. Na ten szczególny czas życzymy tego, co najważniejsze: zdrowia, miłości i optymizmu.

Mamy nadzieję, że już niebawem spotkamy się wspólnie przy Mrongowiusza 1!

Zarząd, piłkarze, trenerzy oraz pracownicy Mrągowii Mrągowo

W tym tygodniu rozpoczęły się prace na terenie Stadionu Miejskiego w Mrągowie. Najpierw zabiegi przechodzi boisko naturalne, a następnie przejdzie sztuczna nawierzchnia.

– Pomimo sytuacji, jaka nas zastała, cały czas pracujemy nad ulepszeniem terenu na obiekcie. Główne boisko zostanie poddane pielęgnacji poprzez dosianie trawy, nawożenie murawy, piaskowanie oraz dotlenienie gleby poprzez aerację. Po skończonych pracach przeprowadzimy pielęgnacje sztucznej nawierzchni wraz ze szczotkowaniem oraz uzupełnimy granulat – mówi Przemysław Witkowski z Mrągowii.

Od tego tygodnia, trenerzy poszczególnych grup młodzieżowych, będą na bieżąco wysyłać wszystkim zawodnikom rozpisane treningi indywidualne. Będą to zestawy ćwiczeń oraz niezbędne wskazówki treningowe. Trenerzy przedstawią rodzicom oraz zawodnikom szczegóły współpracy w tym trudnym czasie. Ponadto trenerzy pracują nad spójnym programem szkolenia dla wszystkich grup młodzieżowych.

– Teraz najważniejsze jest bezpieczeństwo i zdrowie, ale musimy także zadbać o nasze samopoczucie, dlatego nie traćmy czasu i trenujmy w domu. Pamiętajmy, im większą prace wykonamy teraz, tym łatwiej będzie wrócić do optymalnej formy po powrocie do treningów. W razie pytań lub potrzeby konsultacji prosimy o bezpośredni kontakt z trenerami – mówi trener-koordynator Karol Lemecha.

Departament Rozgrywek Krajowych PZPN poinformował, że w związku z aktualną sytuacją związaną z wprowadzonym stanem zagrożenia epidemicznego i wynikającym z tego przedłużającym się brakiem możliwości kontynuacji rozgrywek w zaplanowanym pierwotnie okresie, mecz niższych klas rozgrywkowych i grup młodzieżowych zostały odwołane do 26 kwietnia włącznie.

Ze względu na zagrożenie epidemiologiczne odwołany został sobotni (14 marca) sparing pomiędzy Mrągowią Mrągowo i Pisą Barczewo.