Wójcik: Zawsze wymagam od siebie więcej

Tym razem do tablicy przywołaliśmy pomocnika Mrągowii Mrągowo, najlepszego „kanadyjczyka” w rundzie jesiennej, cały czas młodego i perspektywicznego Filipa Wójcika.

Co słychać w czasie epidemii u Ciebie? Jak dbasz o swoją formę?

– Niestety, ale nie jest to na pewno łatwa sytuacja dla mnie jak i dla wszystkich zawodników czy miłośników piłki nożnej. Myślę, że wszystkim, którzy kochają ten sport, jest ciężko wytrzymać bez biegania za piłką podczas meczu, czy nawet za samym oglądaniem futbolu w TV czy na stadionie. Jeżeli chodzi o mnie, to mam rozpiski od trenera, które staram się w miarę możliwości wykonywać. Dodatkowo dodaje coś od siebie, jeżeli tylko mogę to jeżdżę na boisko Fali Warpuny i robię technikę. Bawię się piłką także w domu, wykonując różnorodne ćwiczenia. Każdy kontakt z piłką, który pozwala stawać się lepszym, jest dla mnie bardzo ważny. Oprócz tego biegam i ćwiczę w domu na własnym obciążeniu.

Jak daleko Ci do dyspozycji z jesieni? Byłeś jednym z kluczowych zawodników w drużynie – 5 goli, 9 asyst oraz wyróżniającym się graczem w całej lidze. Jak podsumujesz minioną rundę?

– Jeżeli chodzi o moją dyspozycję to przecież wiadomo, że zawsze jestem w formie (śmiech). A teraz już tak całkiem poważnie. Poprzednią rundę mogę zaliczyć do udanych, pięć bramek, dziewięć asysty, to niezły indywidualny wynik w tej lidze. Jednak zawsze wymagam od siebie więcej i z każdym kolejnym meczem chcę dawać drużynie jeszcze więcej. Cieszę się bardzo z tego, że wiele osób wypowiadało się o mojej grze bardzo dobrze. To na pewno jest budujące, jednak jak już wspomniałem – jestem ambitnym chłopakiem, który chce cały czas ciężko pracować, uczyć się nowych rzeczy i nieustannie rozwijać.

fot. e-lubawa.pl

Teraz miała być kluczowa runda dla Ciebie, runda która miała wypromować Filipa Wójcika do wyższej ligi. Przez obecną sytuację będzie trzeba przełożyć plany? Jak Ty to widzisz?

– Trudno mi jest odpowiedzieć na te pytanie. Sam jeszcze do końca nie wiem jak to będzie. Jak zawsze – czas pokaże.


Wróćmy jednak do przeszłości. Przyszedłeś tutaj latem 2018 r. za namową trenera Tomasza Aziewicza. Jakie masz pierwsze wspomnienia związane z Mrągowią? Co Ci utkwiło w pamięci? Dlaczego zdecydowałeś się na ten krok?

– Pamiętam, że stresowałem się przed pierwszym treningiem. W głowie miałem tylko „ja taki gówniarz z juniorów do seniorów”. Wiadomo, ktoś kto to przeczyta, może pomyśleć, że przecież to jest tylko IV liga, a nie Ekstraklasa czy I liga, ale myślę, że większość juniorów idąc na trening do seniorów by się stresowała. Później uświadomiłem sobie, że nie ma co aż tak się stresować, trochę może uspokajała mnie myśl, że znam trenera, bo prowadził mnie jeszcze wcześniej w kadrach województwa. Wiedziałem, że muszę pokazać po prostu to co potrafię, a zyskam akceptację. Zdecydowałem się na ten krok, ponieważ wiedziałem, że z juniorów do seniorów, jakiś przeskok jeżeli chodzi o umiejętności jest. Tym bardziej, że wtedy grając w juniorach byliśmy w lidze wojewódzkiej, która nie ma co się oszukiwać za mocna nie jest, wygrywanie po 5 czy 10:0 przestaje cieszyć. Tym bardziej jak widzisz, że przeciwnicy się nawet nie starają i mają za przeproszeniem wywalone, to nie sprawia przyjemności, a gdzie tu mowa o rozwoju. Pojedyncze mecze w rundzie, nie dadzą Ci tyle, co gra w seniorach.

Wielu w tamtym okresie dziwiło się, jak to możliwe, że tak nieśmiały i spokojny człowiek zamienia się na boisku w tak przebojowego i odważnego zawodnika?

– Życie poza boiskiem i na boisku, to dwa inne światy. Poza możesz być nieśmiały i spokojny, ale jak już wchodzisz na boisko, to zapominasz o wszystkim, w głowie masz tylko piłkę i nic więcej. To jest piękne. Na boisku stajesz się bestią. Musisz być odważny, musisz walczyć o każdy jeden milimetr, o każdą piłkę. Nienawidzę jak ktoś mi ją odbiera, chyba nikt tego nie lubi. Jeżeli tak się dzieje trzeba mieć od razu zakodowane, żeby z powrotem tę piłkę odzyskać dla dobra swego i całej drużyny.

Cztery gole, trzy asysty, do tego wywalczone rzuty karne. Pierwsze runda w Mrągowii też była bardzo udana dla Ciebie, jako 17-letniego debiutanta w piłce seniorskiej. Jak Ty ją wspominasz z perspektywy czasu?

– Mam mieszane uczucia, co do tamtego okresu. Myślę, że nie grałem tyle, ile powinienem. Widząc, to co się działo na treningach czy meczach, uważam, że zasługiwałem na więcej występów w pierwszej jedenastce. Więcej minut na boisku. Może wtedy liczby byłby lepsze. Tego już się nie dowiemy. Żeby nie było wątpliwości – nie mam pretensji do nikogo, szanuję trenera, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, szanuję jego decyzje. Najwyraźniej tak musiało być.

fot. Artur Szczepański

Wiosną 2019 r. zdecydowałeś się na powrót do piłki juniorskiej. Jak z perspektywy ocenisz ten ruch? Stracone pół roku czy coś Tobie dała gra z rówieśnikami?

– Myślałem, że pominiesz ten temat (śmiech). Nie chce mi się do tego wracać. Powiem krótko – był to nieprzemyślany ruch z mojej strony. Powinno wystarczyć.

Często zdarzało się, że w dzieciństwie grałeś ze starszymi?

– Tylko ze starszymi. Nie miałem zbyt wielu okazji, by rywalizować z rówieśnikami. Na podwórku koledzy byli zawsze starsi, nawet o pięć lat. Nigdy jednak nie odstawiałem nogi i zawsze starałem się walczyć jak równy z równym. W moim pierwszym klubie, czyli Orlętach Reszel, byłem w starszej rocznikowo grupie, najmłodszy w drużynie.

Poprzednie pytanie nie było przypadkowe. Na boisku przypominasz właśnie młodego chłopaka, który gdzieś na podwórku załapał się do gry ze starszymi chłopakami z osiedla i często ich wręcz ośmiesza swoimi akcjami. Tą przebojowość wyniosłeś właśnie z podwórkowych gier?

– Zawsze wychodzę na boisko i robię, co potrafię najlepiej. Nie myślę o przeciwnikach, nie zajmuję sobie głowy tym, ile mają lat i jaki staż w lidze, każdego traktuję tak samo. Chcę wygrywać pojedynki, chcę mieć piłkę przy nodze, chcę by drużyna zdobywała jak najwięcej bramek. Lubię taki styl gry.

fot. portel.pl

Mówi się, że seniorska szatnia zabija w młodych zawodnikach finezję. Zdaje się, że akurat Ty zaprzeczasz tej teorii, chociaż Marcin Marszałek na pierwszy treningu mocno Cię ujarzmił.

– Ja, w jakiej drużynie bym nie był, to będę tę finezję wykonywał, jestem po prostu takim typem zawodnika. Jeżeli chodzi o sytuację z Marcinem, no to lekko go wtedy chyba poddenerwowałem (śmiech). Będąc na pierwszym treningu, jako siedemnastolatek, próbowałem wrzucić mu piłkę za kołnierz. Okazało się, że to nie było najlepszym pomysłem, o czym dowiedziałem się po jego reakcji (śmiech). Sprowadził mnie lekko na ziemię, już nigdy takiej próby wobec niego nie podejmę (śmiech).

Gdzie za rok o tej porze chciałby być Filip Wójcik? Oczywiście pytam o aspekty sportowe.

(śmiech) Niestety będę musiał puścić trochę wodze fantazji. Za rok o tej porze? Hmmm, niech pomyślę. Pewnie w Bundeslidze. Dzwonili już z Bayernu. Na razie nie stać ich na mój kontrakt, ale myślę, że przez rok mogą zaoszczędzić i ponownie zadzwonić (śmiech). Trzymajcie kciuki.

Dzięki za rozmowę. Dużo zdrówka i mam nadzieję, że jeszcze będziemy mogli podziwiać Cię w „żółto-czarnych” barwach.

– Ja również dziękuję. Mam nadzieję, że Was niezanudziłem. Dużo zdrowia dla wszystkich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

TABELA

PozycjaKlubMPkt
11023
21122
31121
41120
51120
61120
71019
81118
91117
101115
111114
121114
131113
141111
151111
161110
17118
18113